Translate

czwartek, 23 stycznia 2014

Dalej mydełka ;)

Dobry wieczór wszystkim ;) Choć dla mnie chyba nie bardzo dobry ;/ Znów, a może raczej nadal jestem chora i jest coraz gorzej... Ledwo żyję, i chcę płuca wypluć... Ale laptopa trzymać siłę mam, więc wykorzystam ten czas na nowego posta. Moja sesja stoi pod wielkim znakiem zapytania, ponieważ opuszczę milion kolokwiów, których zaliczenie jest warunkiem dopuszczenia do niej... Właśnie skończyłam pisać maile do prowadzących z pytaniami, co mam robić... Zobaczymy, co mi odpiszą :( Dzisiaj będzie krótko. Pokażę Wam hipoalergiczną wersję mydlanego serduszka ;)





Jest to moja pierwsza próba, w której nie wykorzystałam spirytusu kosmetycznego, dlatego mydełko mi trochę popękało. Wiórki mydlane to hipoalergiczny "Biały jeleń" ;) Reszta "przepisu" jest identyczna jak w poprzednim poście ;) Dla ozdoby, gdy masa mydlana była jeszcze nie do końca wyschnięta-wetknęłam w nią ususzone stokrotki.

W poprzednim poście chyba zapomniałam dodać, że przy robieniu mydełek można kombinować i dodawać, np. właśnie suszone kwiaty, herbaty owocowe, barwniki spożywcze, zmielone ziarna z zaparzonej kawy, wiórki kokosowe(efekt peelingu), olejki zapachowe i wiele wiele innych;) 

Pozdrawiam Was serdecznie;) Trzymajcie się cieplutko ;) Wkrótce postaram się wpaść z nowymi pomysłami;)

P.S. Dzięki za odwiedziny bloga ;D

sobota, 18 stycznia 2014

Kiepski początek, ale zakończenie udane ;) Domowe SPA ;D

Witajcie ;) Dzisiejszy dzień zaczęłam od biegania... Nie, nie, wcale nie chodzi o trzymanie przeze mnie formy... Po prostu zaspałam i biegałam po domu jak głupia, nie wiedząc co robić... Na szczęście na zajęcia zdążyłam, bo mieszkam blisko uczelni ;p Pobiłam chyba mój rekord -w 15 minut się ubrałam, zjadłam śniadanie !!!, uczesałam i dobiegłam pod salę!!! Jakbym miała mało atrakcji to wrzucony na szybko do torby serek musiał oczywiście się w niej wylać... Czy mi się pomyliły dni w kalendarzu, czy dziś piątek 13? Naprawdę myślałam, że już się nie doczekam powrotu do domu (tego "właściwego", nie wynajmowanego ;P) Choć i w tym wynajmowanym czekała na mnie niespodzianka... Wczoraj sprzątałam całe mieszkanie, w tym myłam podłogi (mamy ustalony grafik sprzątania), a dziś w całym domu BŁOTO!! Buty, z tego co wiem, służą do chodzenia po dworze... Bo w oborze chyba nie mieszkam.. Ale trudno, olałam sprawę i mam nadzieję, że właścicielka to jakoś rozwiąże... Droga powrotna również nie należała do najprzyjemniejszych z racji, że cierpię na chorobę lokomocyjną, a tak się złożyło, że dzisiaj wracałam autobusem (w których zazwyczaj mnie mdli), a nie jak to zwykle bywa samochodem. Autobusy niestety mają to do siebie, że gdy są stare (a na takiego trafiłam) mają taki specyficzny zapach (ja go nazywam "kurzowy";p) , który dodatkowo źle wpływa na mój organizm ;/ Całą drogę (ponad 1,5 h, ale dzięki Bogu, że nie dłużej, bo chyba bym zwariowała) z głośników dobiegały jakże znienawidzone przeze mnie disco polowe hity... 

Ale do domu dojechałam i mój nastrój od razu się polepszył ;D Pojadłam u mamusi, pooglądałam troszkę TV, a nawet pozmywałam! ;p Postanowiłam się trochę odprężyć i zrelaksować ;) Odpaliłam mój kominek ceramiczny, dodałam kilka kropli mojego ukochanego olejku lawendowego i rozkoszowałam się cudownym zapachem ;) Nawet troszkę zadbałam o kondycję, bo zrobiłam 4 km na rowerku stacjonarnym, co uznaje za sukces po tak dobijającym poranku ;p Teraz szykuję się do super kąpieli ze świecami, oczywiście lawendowym olejkiem do kąpieli, solą i..... własnoręcznie robionymi mydełkami !!! 

To właśnie przepisem na nie chcę się dziś z Wami podzielić! ;D 
Oto moje różowe serduszkowe  mydełka o ślicznym zapachu wiśni 








 Sposób na stworzenie takich cudeniek jest bardzo prosty! Wystarczy stopić zwykłe mydło (to, które widzicie wyżej jest najtańszym mydłem z Biedronki, które urzekło mnie swoim zapachem) w kąpieli wodnej. 

1) Mydło należy zetrzeć na tarce o dużych oczkach lub tak jak to zrobiłam ja-ścierać je najzwyklejszymi w świecie nożyczkami ;)
2) Wiórki mydlane trzeba wsypać do słoiczka, obciętej puszki, czy starego garnka-nie polecam wykorzystywania garnków, z których zamierzamy jeszcze jest, bo jest to jednak substancja chemiczna, a przy oddychaniu baniek mydlanych robić chyba nie chcemy;p
3) Następnie naczynko to wstawiamy do garnka z gotującą się wodą i mieszamy, aż do całkowitego stopienia ;) Należy jednak uważać żeby nie przesadzić z czasem trzymania mydła we wrzątku.
4) Aby nieco przyspieszyć topienie można dodać troszeczkę wody lub oliwy z oliwek ;)
5) Gdy mydełko jest już płynne-przelewy je do wcześniej przygotowanej foremki sylikonowej, bądź po prostu jakiegoś pojemniczka po serku itp. Zanim jednak to zrobicie-przetrzyjcie foremkę wacikiem nasączonym spirytusem kosmetycznym, aby zapobiec pękaniu ;) To samo robimy z wierzchu, gdy masa zacznie schnąć.
6) Po lekkim zaschnięciu mydełka zrobiłam w nim dziurkę słomką, co oczywiście nie jest konieczne ;) Miała ona służyć za miejsce przewiązania kokardki, bo uważam, że jest to fajny pomysł na mały prezencik ;)
I oto cała filozofia ;) 

Napiszcie, co sądzicie o takim pomyśle ;D Liczę, że się Wam spodoba ;) Lecę robić maseczki, peelingi i różne inne cuda ;) Trzymajcie się cieplutko, pa! ;)

czwartek, 16 stycznia 2014

Ciąg dalszy tematu rocznicy ślubu ;)

Dobry wieczór ;) Na wstępie znów muszę podziękować za odwiedziny mojego bloga ;D Wiem, wiem powtarzam się, ale naprawdę jest to dla mnie bardzo miłe ;) Jak już wspomniałam w ostatnim wpisie jestem chora, mam zwolnienie lekarskie, a co za tym idzie i odpoczynek od studiów i dużo wolnego czasu, który z chęcią poświęcę na pisanie bloga :) Przyznam szczerze, że trochę mi go brakowało i cieszę się, że mogę to kontynuować, choć teraz już się nie zarzekam, że będę pisać regularnie ;( Niestety teraz priorytet to studia ;/ A jeżeli o nich mowa, to jeszcze po prosektorium żyję i na szczęście nie stałam się nowym obiektem badań moich kolegów i koleżanek z grupy :p Pierwsze kolokwia mam już za sobą, nie mówię, że wszystkie udało mi się zaliczyć w pierwszym terminie, ale jakoś poszło i teraz tylko czekać na sesję i wielki pogrom ;p Ale trudno, jakoś trzeba żyć dalej;p

Jeżeli chodzi o to, czym chcę się dzisiaj z Wami podzielić to lecę po kolei z tym co zaplanowałam przy zaczynaniu przygody z blogiem ;) Żeby niejako kontynuować poprzedni post ( a raczej post w poście;p) pokażę, "główny" prezent rocznicowy, jaki dostali moi rodzice ode mnie i mojego brata, bo oczywiście sama kartka okolicznościowa to tylko dodatek ;)  
Zgraliśmy dla nich film z ich ślubu z kasety VIDEO na DVD, którego ja nawet nie pamiętam (w sensie filmu, bo że ślubu to chyba oczywiste;p), bo mój miłosierny braciszek będąc małym berbeciem karmił biedny i głodny odtwarzacz Video paluszkami ... xD Zgraliśmy, a raczej zrobił to mój chłopak <3 Początkowo chcieliśmy zanieść to do fotografa, ale gdy usłyszałam cenę za zgranie 1h filmu prawie padłam... 






Okładkę zaprojektowałam sama-i tę na płytę i na pudełko ;) Wydrukowałam to na specjalnej folii, którą skombinował również mój chłopak ;p Prezent podobno się podobał (podobno, bo wręczał go mój brat, a ja byłam w tym czasie po drugiej stronie słuchawki ;p)A co Wy myślicie? Chętnie poznam Wasze zdanie na taki pomysł prezentu rocznicowego i samo jego "wykonie" ;) To ja lecę już spać, bo coś się późno zrobiło ;p Dobranoc ;)

Retrospekcja i baaaardzo zaległa kartka na 20 rocznicę ślubu ;)

"Witajcie Kochani! Cieszę się, że mimo mojej dłuższej nieobecność na blogu, nadal ktoś na niego zerka ;) Nie zapomniałam o tym blogu, choć można było tak pomyśleć... Przepraszam za to moje zaniedbanie, ale próbuję, się odnaleźć na studiach (nie jest niestety łatwo...) Ciągle chodzę zestresowana, bo na wielu zajęciach na wstępnie są wejściówki (kartkówki z lekcji w przód-jeszcze nieomawianej). Chociaż nic nie przebije prosektorium.... Tak... Jak to mówi mój prowadzący- "mam przyjemność" pracować z kiedyś żywymi preparatami, a nie tylko plastikowymi modelami... Nie wiem, czy kiedyś do tego przywyknę, ale na razie się na to nie zanosi ;/ Przed pierwszymi zajęciami melisę piłam litrami i nawet melisowe cukierki sobie skołowałam. Oczywiście mało to dało i pół zajęć stałam przy otwartym oknie, skupiając się żeby nie stać się nowym okazem dla studentów. Ale koniec tego tematu, bo samo wspominanie źle na mnie działa. A za 2 tygodnie kolokwium!!! Aż skaczę z radości normalnie... Od poniedziałku zaczynam praktyki w szpitalu, więc może być ciekawie. Mam nadzieję, że się czegoś nauczę, a nie mam tu na myśli parzenia dobrej kawy ;p Rozpisałam się trochę, a tu zaraz pora wracać do Łodzi ;( Jako, że zaraz jadę, a trzeba się jeszcze  spakować, wstawię dzisiaj tylko obiecaną wcześniej kartkę na 20 rocznicę ślubu  moich rodziców;) Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak, jak obdarowanym ;) Pozdrawiam i cześć:) Wkrótce się odezwę;)" 

To, co widzicie wyżej jest postem, który chciałam dodać w listopadzie, ale komputer odmówił mi posłuszeństwa, a do opublikowania wersji roboczej jakoś mnie miałam głowy... Miałam go skasować i napisać nowy, ale pomyślałam, że może jednak go wstawię, żeby wszystko było w miarę po kolei:) 

Długo się nie odzywałam, bo jak już wspomniałam- studia mnie trochę męczą... Jest naprawdę ciężko, choć chyba powoli zaczynam się przyzwyczajać i najgorsze mija :) Aktualnie jestem chora, więc postaram się troszkę nadrobić zaległości:) Pozdrawiam i do następnego (mam nadzieję, że nie po następnych 3 miesiącach;p) wpisu :)

P.S. A to niżej, to kartka dla moich rodziców, do której użyłam również wygranych scrapek z kilku postów wstecz ;)



niedziela, 6 października 2013

Jesienne różyczki ;)

Dobry wieczór;) Na wstępie przepraszam za niedotrzymanie obietnicy z terminem kolejnego posta... :( Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina:( Byłam zbyt pochłonięta przygotowywaniem się do studiów, więc wybaczcie. Z tego wszystkiego zapomniałam pochwalić się Wam przesyłką od właścicielki TEGO BLOGA ;) Jest to nagroda za udział w Jej candy ;) I w tym miejscu jeszcze raz bardzo za to dziękuję ;)

W kolejnym poście pokażę do czego kilka z tych scrapek już wykorzystałam ;p

Minął pierwszy tydzień studiów i jestem trochę przerażona... Już po pierwszych zajęciach widzę, że z biochemią to się raczej nie zaprzyjaźnię... Na ćwiczeniach przewróciłam cały stojak z próbówkami i oblałam się kwasem octowym...Zapach przecudowny, a i doświadczenia trzeba było robić od nowa... Dobre chociaż to, że nic się nie potłukło, bo mój ubogi studencki portfel popadłby chyba w anoreksję...;p Kształcenie ruchowe natomiast możliwe, że będę lubiła, mimo pisania na każdą lekcję nowego konspektu ;p Na razie w moim mieszkanku w Łodzi nie mam internetu, co trochę mnie irytuje, więc wpisy będę robić w weekendy, kiedy wrócę do domu.

Jesień za oknem w pełni, katarek już lekki jest, to postanowiłam coś z tej tematyki przemycić na mojego bloga ;) Padło na różyczki z liści klonu;) Dziś było ciepło i słonecznie, więc wraz z bratem i mamą udaliśmy się na spacer po lesie ;) W drodze powrotnej, idąc przez osiedle-natchnęło mnie do zbierania liści i  od razu pomyślałam, że wykorzystam je w dzisiejszym poście;D Specjalnie znalazłam w sieci małą instrukcję dla zainteresowanych:




 A to moje cudaki ;)




Z moich dzisiejszych zbiorów starczyło tylko na 5 listkowych kwiatuszków, ale planuję jutro ten bukiet uzupełnić do co najmniej 7 ;) Na dziś to tyle ;) W najbliższym czasie wstawię tu prezenty przygotowane dla moich rodziców na ich 20 rocznicę ślubu ;) Trzymajcie się cieplutko ;)

wtorek, 24 września 2013

Nowy pomysł *** Szampon w roli głównej c.d.

Hej! Witajcie w ten pierwszy oficjalny jesienny dzionek .. ;p Pogoda nie rozpieszcza, co już mnie trochę dołuje... Znów mam tutaj trochę do nadrobienia ;) Tak intensywnie szukałam jakiegoś lokum, że wykorzystałam cały limit na internet... 2 razy był zwiększany, ale i tak się skończył przed czasem :( Dobra wiadomość jest taka, że mam naprawdę fajny pokoik, wszystkie meble nowe, mieszkanie świeżo po remoncie, strzeżone osiedle pod samą uczelnią !;D Minus jest taki, że w mieszkaniu oprócz właścicielki (która wydaję się naprawdę miła itp. - młoda pani ;)) mieszka też inny student, o co jest strasznie zazdrosny mój chłopak... Ale musi z tym jakoś żyć ;p W sprawie pracy mnie wszyscy olali, więc trzeba szukać dalej ;/ Może jak już wyjadę na studia to znajdę coś na miejscu ? Pożyjemy, zobaczymy ;) 

A tak z innej beczki-mam pomysł jak urozmaicić mojego bloga;) Tak sobie myślałam i myślałam (wiecie, mam za dużo wolnego czasu i nudy robią swoje;p) i wymyśliłam,
że w moich postach będą pojawiać się, że tak to nazwę-wzmianki urodowo-zdrowotne ;) Mam na myśli, np. DIY-kosmetyki, sposoby na zdrową cerę itp. Chciałabym poznać Waszą opinię na ten temat, więc zapraszam do komentarzy ;) Dla zobrazowania, o co mi dokładniej chodzi-poniżej zamieszczam coś, co jest tym samym kontynuacją poprzedniego posta Szampon w roli głównej ;)
Oto przepis na tzw. suchy szampon

Dla osób nie znających angielskiego tłumaczę :6-10 kropli olejku eterycznego, lawendowego lub cytrynowego, 2 łyżki skrobi kukurydzianej, 2 łyżki maki ryżowej i 2 łyżki maki ararutowej 

Zetknęłam się z kilkoma "przepisami" na ten kosmetyk. W moim wykonaniu wystarczyła taka sama ilość mąki kukurydzianej i sody ;) A zdarzyło się też i użyć tylko samej mąki ;) Efekt był w sumie taki sam;p Grzywka, która chyba najbardziej obrywa przy przetłuszczających się włosach, po minutce wyglądała świeżo ;) Wystarczy nasypać trochę mąki na ręce (tak, aby były opruszone!), wetrzeć ją we włosy i resztki wyczesać ;)Jako, że jestem blondynką-nie było problemu z widocznością proszku po aplikacje, jednak dla osób z ciemniejszymi włosami może to być trochę problematyczne. Słyszałam, że wtedy można stosować kakao, które również posiada właściwości pochłaniające nadmiar "łoju" ;)
Przy stosowaniu tego szybkiego zabiegu należny pamiętać, że nie zastępuje on standardowego mycia głowy, a pozwala w sytuacjach kryzysowych szybko doprowadzić włosy do stanu, w którym można się pokazać ludziom ;p Częste korzystanie z tej wygody wysusza i podrażnia skórę głowy, toteż nie należy przesadzać ;) 

To na dzisiaj kończę ;) Jeszcze w tym tygodniu tu zajrzę, więc Wy też zaglądajcie;) To trzymajcie się cieplutko ;D

piątek, 13 września 2013

Szampon w roli głównej ;p

Obiecałam i jestem;) Witajcie w piątek 13(oby nie pechowy)! Jako, że wczoraj się trochę rozpisałam, dzisiaj postaram się Was nie zanudzić;p Niestety mam trochę problemów, bo okazało się, że nie przyznano mi akademika i mam tylko 2 tygodnie, żeby nie nocować pod mostem :( I całymi dniami wydzwaniam za ofertami... Obym coś fajnego jeszcze znalazła. Trafiłam też na 2 dość ciekawe ogłoszenia o pracę, więc skrobię CV, może uda mi się jakoś wspomóc rodziców w opłatach za studia;) Tylko trochę boję się, czy uda mi się pogodzić studia dzienne (fizjoterapia, czyli nauki tyle, co na medycynie...) z pracą w weekendy, do której musiałabym co tydzień przyjeżdżać do domu :( Ale na razie to zobaczę, czy mnie w ogóle będą chcieć, a nie się zamartwiam na zapas;p Widzicie jaką dobrą terapią jest pisanie bloga? xd Ale już koniec mojego biadolenia, bo pora nadrobić zaległości. Jak głosi tytuł tego wpisu-w roli głównej-szampon ;) A tu konkretnie butelka po nim. Miałam gdzieś fajny tutorial, ale nigdzie nie mogę go znaleźć, więc zamieszczam tylko to co udało mi się wygooglować ;) Zasada wykonania jest taka sama,  a poniżej wstawię też moje wykonanie, więc wszystko powinno być jasne ;)
Coś w stylu etui na okulary, telefon

I fajny pomysł na torebeczkę dla lalki/dziecka ;)


A to mój wytwór:) Wprawdzie nie użyłam butelki po szamponie, a po żelu pod prysznic, ale to nic ;) Oprócz tego potrzebne były dobre nożyczki oraz napa, którą nabito mi w pasmanterii ;)

Myślę, że z powodzeniem ?pudełeczko ? to może pełnić funkcję portmonetki (gdy dobrze ulokujemy napę, tak żeby po zamknięciu nie było szparki przez którą mogłyby znikać drobniaki ;P) lub po prostu jako opakowanie na coś małego, np. wstążki, koraliki, ozdoby i co tam jeszcze wymyślicie ;)

To, że moje pełni funkcję apteczki pierwszej pomocy i zawsze jest w pogotowiu w torebce już chyba wiecie ;p
 A to znalazłam podczas poszukiwań i bardzo mi się spodobało ;) Jeszcze tego nie wykonywałam, ale może spróbuję ;p                   Taki bonus dla Was;)



 Coś mi się zdaje, że ciąg dalszy tematu szamponowego nastąpi wkrótce;p Zabieram się za dręczenie ludzi telefonami ;) Mam nadzieję, że zamieszczone pomysły uznacie za ciekawe ;) Do następnego wpisu! Pozdrawiam:)


 

czwartek, 12 września 2013

Dużo się działo ! Wielotematycznie ;)

Cześć! Powiem krótko-nie nadążam za tym, co się obok mnie od 2 tygodni dzieje... Najpierw muszę się trochę wygadać, pozrzędzić, tudzież pochwalić ;p Zacznę od początku września, choć kusi mnie pewna rzecz z wczoraj...;D Ale dam radę i do odpowiedniego momentu się nie zdradzę;p

Temat 1: URODZINY

To zacznę od ekscytacji. 5 września stuknęło mi 19 latek ;) Dostałam mnóstwo fantastycznych prezentów!;) W tym prostownice do włosów full profeska, za którą chciałam zabić mojego chłopaka, gdy dowiedziałam się przypadkiem ile kosztowała... Ale muszę przyznać, że jest świetna! A z chłopakiem trudno żyć, ale zabić szkoda, jak to gdzieś posłyszałam ;p Przyjaciele z moim lubym na czele przygotowali mi tez urodzinowego grilla ;D Naprawdę nam było fajnie, choć nie wiem, co na to sąsiedzi xd Nawet dostałam murzynka-tort, którego własnoręcznie upiekła mi moja Kasia <3 Był przepyszny i naprawdę taki pomysł na prezent mi się bardzo spodobał ;) Wszystko było cud, miód i malina, ale... jeden zgrzyt się pojawił ;/ Moja najlepsza przyjaciółka, którą znam od zerówki, z którą zawsze robimy sobie prezenty na urodziny, gwiazdki itd. mnie totalnie olała :( Nawet życzeń mi nie złożyła :( Zasmuciło mnie to, bo nawet ludzie na facebooka, których ledwo znam to zrobili, a ona nie ;( Ale ekipa z liceum nie zawiodła i bardzo im za to dziękuję ;) Jesteście kochani !;*

Temat 2: KAKTUS

To moja przygoda jakoś z końca sierpnia, ale niestety wciąż aktualna ... Pewnego słonecznego poranka        ( czytaj około 10 ;p), strasznie zaspana wstałam z łózka i jak zawsze-podeszłam do okna, aby zwinąć rolety. Zrobiłam, co miałam zrobić, zaczęłam się wycofywać i BUUUUM ! Zahaczyłam rękawem piżamy o mojego kaktusa, który wykonał jakże efektowny skok z parapetu... A ja oczywiście, jak na blondynkę przystało-zaczęłam go łapać... Oczywiście finał był taki, że całe ręce miałam w kolcach, ziemia wtarła się w  dywan, a mój kwiatuszek rozpłaszczył się na panelach... Pozbierałam go do kupy, kolce postarałam się wyjąć, choć kilka się złamało i do dziś z nimi walczę, gdy "obiorą". Dywan odkurzyłam i wszystko wyglądało w porządku ;) Wydawało mi  się, że kaktus nie ucierpiał, ale po kilku dniach od feralnego skoku zaczął się przechylać :( Do tej poty go reanimuję podpórkami, ale nie wiem, czy się uda ;(

Temat 3: ZALEGŁOŚCI - KOSZYCZEK Z WIKLINY PAPIEROWEJ JUŻ NA SWOIM MIEJSCU ;)

Pamiętacie jeszcze koszyczek z papierowej wikliny? Obiecałam dodać jego zdjęcie, gdy będzie już po lakierowaniu, wietrzeniu i prostowaniu ścianek ;) To dotrzymuję obietnicy ;)



Temat 4: SZCZĘŚLIWA 77 ;)

Nie będę już wydłużać tego posta i powiem (a raczej napiszę;p) prosto z mostu- WYGRAŁAM W CANDY !;D:D:D Jest to nagroda dodatkowa, bo autorce bloga spodobał się mój nr 77 (co dwie 7, to nie jedna, nieprawdaż?;)) Niedługo w moich rękach znajdą się wycinanki do scrapbookingu, które mam zamiar dobrze spożytkować;) Polecam też bloga, na którym to dopisało mi szczęście ;)


Jako, że mam opóźnienie z jednym postem (wg moich założeń-przynajmniej 1 wpis na tydzień, obiecuję jutro to nadrobić ;) Trzymajcie się! Pa!;) Miłego dnia ;)

niedziela, 1 września 2013

Quilling

Witajcie Kochani! ;) Właśnie wróciłam z rundki na rolkach, ale o blogu też pamiętam i dzisiaj obiecana wcześniej relacja z warsztatów quillingowych, na które udało mi się zaciągnąć również brata. A więc, jak się okazało technika ta jest dziecinnie prosta i chyba nie ma opcji, aby coś nie wyszło ;p Czyli w sam raz dla mnie i innych osób z dwoma lewymi kończynami ;) Jedyny haczyk to cierpliwość....oj tej tu niestety potrzeba, choć trzeba przyznać, że mnie to wciągnęło i nawet mogę powiedzieć-działa to na mnie odprężająco ;p Spotkanie trwało 1,5 godziny. Najpierw wysłuchaliśmy teorii i podglądaliśmy innych, którzy już kilka zajęć mieli za sobą;p Następnie sami spróbowaliśmy i wspólnymi siłami z bratem stworzyliśmy kwiatka ;)




 Po kwiatku przyszła kolej na indywidualne tworzenie:


Mój kocur ;)

I myszka brata ;)
Jego zwierzak jest w 3D, mój potrafi tylko leżeć;p

 Powstało także kilka "luźnych" kształtów, które nie znalazły jeszcze zastosowania ;)



 Teraz pora na mały kursik ! ;D Aby wykonywać różnego typu quillingowe cacuszka potrzeba specjalnego szablonu z rozmiarami kółek (choć jeżeli chodzi o większe kółka-są takie miarki porcjowe do makaronu). Za swój dałam 8 zł w sklepie papierniczym. Kolejna rzecz to specjalny nawijak do quillingu (12,50zł) lub po prostu nacięta wykałaczka. W tym ostatnim jednak jest mały minus-ciężko "ślimaka" zdjąć z owego patyczka i  środek nie jest taki maleńki jak przy nawijaku :(  Oczywiście oprócz tego trzeba mieć co nawijać ;) Paski papierowe można kupić gotowe, ale są trochę drogie jak na kilka papierków... Jeśli ktoś ma w zasięgu ręki niszczarkę do dokumentów, która nie rozszarpuje, a "paskuje"-sprawa załatwiona. Ułatwić sprawę może też gilotyna do papieru,a gdy ktoś żadnej z tych rzeczy nie posiada (niestety mowa o mnie, choć w gilotynę to chyba w końcu zainwestuję) pozostaje linijka, ołówek, odmierzanie 0,5 cm i nożyk do papieru/nożyczki. Jest to trochę męczące, ale chyba warto...



Nawijak i szablon


"Ręcznie" robione paski
Gdy potrzebne rzeczy mamy już przygotowane wystarczy:
  • paseczek papieru (na warsztatach dowiedziałam się, że dobrze sprawdza się papier techniczny miękki, choć ja używam kolorowego do drukarki i też nie narzekam) nawinąć na nawijak/naciętą wykałaczkę, 
  • umieścić w szablonie kółka o interesującym nas rozmiarze, 
  • wyjąć nawijak/wykałaczkę,
  • podkleić końcówkę paska klejem magikiem lub vicolem (oba po wyschnięciu stają się bezbarwne),
  • wyjąć "ślimaka" z szablonu
  • uformować dany kształt ;)


A to już wykonałam w domu i zdradzę, że wykorzystam to do kartki na rocznicę ślubu moich rodziców, którą na pewno pokażę pod koniec września lub na początku października ;)


Na zakończenie chcę publicznie obiecać, że we wrześniu się za siebie biorę ;p Chodzi o kondycję (nie chcę schudnąć czy coś, bo akurat figurę mam w porządku ;p<wrodzona skromność>). I robię sobie też "czekoladowy odwyk"... Będę poirytowana, bo to dla mnie jak narkotyk, ale... Codziennie jakiś zestaw ćwiczeń MUSZĘ wykonać ;) I czekoladę postaram się na początku chociaż ograniczyć...Trzymajcie za mnie kciuki ;P Dobranoc ;)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Dodkładka pod kubek decoupage

Cześć! Kawa uszykowana? :P To marudzenie czas zacząć ;D Po pierwsze, chcę się Wam pochwalić, że w końcu odwiedziłam okulistę! <BRAWA> i......nosze soczewki !;D Jeśli przy ich zakładaniu w najbliższym czasie nie wydłubię sobie oka-będzie czego gratulować;p Ale ogólnie mimo katuszy, jakie przeżywam przy aplikacji, zdecydowanie wolę je od okularów ;) Po drugie chyba zauważyliście, że się trochę rozszalałam z różnymi rozdaniami na blogach ;p Niestety w dwóch były już wyniki i nie poszczęściło mi się ;( Ale próbować dalej nie zaszkodzi, może choć raz się szczęście do mnie uśmiechnie ;) Na dziś to tyle newsów z mojego jakże nierozgarniętego życia, żebyście naprawdę nie posnęli  ;p  A teraz do rzeczy.
Chcę pokazać Wam, co zrobiłam z podkładką pod kubek z wcześniejszego postu (Koszyczek z wikliny papierowej) A oto ona po małym tuningu ;D







 Jednak decoupage jakoś mi wyszedł i prezentuje się nieźle ;p Zresztą sami oceńcie. Chętnie poznam Wasze zdanie ;) Mojego ślimaka pomalowałam białą akwarelą i polakierowałam bezbarwnym lakierem;) A kwiatek to wcale nie serwetka, jak to w decoupage'u bywa ... Tak sobie kombinowałam, czym by tu ją zastąpić, żeby było taniej, a równie ładnie i wymyśliłam !;D Wykorzystałam papier śniadaniowy, który przycięłam do rozmiaru A4 i wydrukowałam na nim motyw znaleziony w internecie! Zdziwiłam się, ale drukarka dała radę i udało się ;D
Następnie rozcieńczyłam vicol w wodzie (na oko taka sama ilość obu) i patyczkiem higienicznym posmarowałam wycięty kwiatek "z tyłu", docisnęłam do jeszcze niepolakierowanej podkładki i nałożyłam też warstwę rozcieńczonego kleju na "przednią" stronę papieru. Całość kilkakrotnie popsikałam bezbarwnym  lakierem i ładna podkładeczka gotowa ;) Na koniec, jako że lakier mało przyjemnie pachnie, do zniwelowania zapachu użyłam olejku zapachowego-mojej ukochanej lawendy ;)

Na dzisiaj to tyle, spodziewajcie się kolejnego postu jakoś pod koniec tygodnia, bo jutro wybieram się na warsztaty quillingowe i na pewno zdam Wam z nich relację oraz pokażę, czy mi coś w ogóle wyszło;p Pa!